"The Greatest Showman" - dystans, tolerancja i dobra muzyka!

Hej :)
Po przerwie wracamy do musicali, którymi zaczynam się interesować coraz bardziej. Dzisiaj film sprzed roku, ale dalej trwający żywo w pamięci wielu fanów. Zresztą nie ma co się dziwić.

"This is the greatest show!"

https://www.foxmovies.com/movies/the-greatest-showman

Film opowiada prawdziwą historię P.T. Barnum'a - amerykańskiego artysty, założyciela cyrku z trzema arenami. Od ciężkiego dzieciństwa do światowej sławy impresaria. Jednak jego cyrk się wyróżniał. Osoby występujące w nim były odrzucone przez społeczeństwo - karły, kobiety z brodą, albinosi... Przez to do Barnum'a przyczepiono etykietkę "Księcia Blagi". Czy główny bohater pozostanie sobą i będzie wiernym swoim ideałom mimo wrogo nastawionego otoczenia?

Szczerze Wam się przyznam, że nie przepadam za klimatami cyrkowymi. O wiele bardziej wolę kino czy teatr. Pewnie gdyby nie to, że jest to musical i byłam "męczona" przez moją przyjaciółkę o obejrzenie tego filmu, to pewnie bym go nie tknęła. Naprawdę nie żałuję.

Historia w pewnych momentach bardzo przypominała mi historię Alexandra Hamiltona. Gdyby ten film podzielić na dwa akty, to widać to jeszcze lepiej. W pierwszej połowie wszystko idzie super, postacie są świetne, nie dają się przeciwnościom. Ale w drugiej połowie... głównemu bohaterowi zaczyna sława uderzać do głowy, prawie traci rodzinę, przyjaciół. Na szczęście wszystko się ułożyło i film ma upragniony happy ending.

Soundtrack jest dosyć krótki - na Spotify trwa 40 minut, ale wiem, że ma pewne braki. Ale długość nie oznacza, że jest zły. Od początku filmu muzyka wbija w fotel i szybko nie puszcza. Wtłacza poczucie epickości tak, że aż przechodzą ciarki po plecach. I to właśnie uwielbiam w musicalach i muzyce filmowej. Ten dreszcz wywołany nie przez akcję na ekranie, tylko przez muzykę gdzieś głębiej...

Podoba mi się w jaki sposób zostało wykorzystane światło.

Kadry z filmu
Mimo tego, że P.T. Barnum istniał naprawdę, to jego historia w filmie jest przedstawiona w sposób przerysowany, nierzeczywisty. Dla mnie to nie jest wada - wręcz przeciwnie, taki zabieg buduje klimat i dawało mi trochę uczucia, jakbym oglądała nie film, a przedstawienie teatralne.

Tak jak w Hamiltonie udało mi się dostrzec bardzo dużo ponadczasowych myśli, które chce ten film przekazać. Porusza problem braku tolerancji, inności, samoakceptacji. Pokazuje też jak bardzo trzeba uważać na towarzystwo, w jakim się obracamy, bo może ono w znaczny sposób na nas wpłynąć. Oprócz tego pokazuje jaką siłę mają marzenia i jaką daje radość ich realizacja. Niemiłe doświadczenia głównej postaci uświadamiają nam prawdziwą wartość mają rodzina i przyjaciele, a nie pieniądze i sława. Poza tym przykład postaci drugoplanowej Zaca Efrona jest świetnym przykładem zmiany patrzenia na świat i doceniania małych rzeczy - przestał przejmować się opinią innych i obrał swoją własną ścieżkę.


"Sztuka uszczęśliwiania ludzi jest najszlachetniejsza"


Film jest naprawdę godny polecenia. Nawet jeśli z początku Wam się nie podoba klimat, to dajcie mu przynajmniej 20 minut. Muzyka Was oczaruje a przekaz urzeknie. "Król Rozrywki" naprawdę króluje wśród współczesnych musicali.

Moja ocena: 10/10

Podzielcie się swoimi przemyśleniami co do tego filmu w komentarzach :) A może też mieliście sytuację, że mieliście opory, żeby coś obejrzeć, a potem nie żałowaliście wyboru?

Do zobaczenia w kolejnym wpisie :)
Berka

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Hamilton" - musical powalający na kolana

7. "Kłamstwo"